piątek, 22 listopada 2013

"Mieliśmy mnóstwo męskich hormonów i trzeba było dać im upust"

Drugiego takiego Polska nie miała i mieć nie będzie. Inteligentny, bezkompromisowy, z szaleńczą wręcz odwagą i fantazją. Władysław Kozakiewicz, bo o nim mowa, nie bał się pokazać Sowietom "wała" na szczelnie wypełnionym stadionie "Łużniki", swoje życie zbudował w Niemczech, a teraz promuje w Polsce książkę, w której aż roi się od anegdot. 

To jednak nie wszystko, co 59-latek ma do powiedzenia, a wręcz przeciwnie. W wywiadzie dla "Super Expressu" legendarny sportowiec opowiedział o swoich podbojach miłosnych. Jak się okazuje, było ich sporo, a Kozakiewicz nie ma żadnych oporów przed opowiadaniem o tych sprawach. Zresztą, do powściągliwych w słowach nigdy nie należał. 

- Jeździliśmy po świecie, byliśmy lepiej ubrani od innych i pojawiały się studentki, pragnące nas poznać. Często na treningach w hali warszawskiej AWF pojawiały się studentki, które nas obserwowały. Pobliski akademik dla dziewczyn nazywany był "Tartakiem". Wodzirejem był Władek Komar. Do tego stopnia, że czasami mówiliśmy mu, aby zostawił dziewczyny w spokoju, bo w jego pokoju już jedna czeka - opowiada. 

- Ja i Tadek Ślusarski nie wyrzucaliśmy dziewczyn z łóżka. Mieliśmy mnóstwo męskich hormonów i trzeba było "spuścić z wentyla", żeby nie zwariować. Z lekkoatletek najbardziej seksu potrzebowały skoczkinie wzwyż i płotkarki, a dziewczyny mieliśmy przepiękne w tych konkurencjach - dodaje, nie owijając w bawełnę. Tekst o "spuszczeniu z wentyla" może wręcz szokować co bardziej pruderyjnych. 

Okazuje się, że Kozakiewicz nie ograniczał się do polskich dziewczyn. W końcu jednak ustatkował się i ograniczył do jednej pani, swojej żony. - Miałem piękne kobiety, w tym Amerykankę, Kanadyjkę, Belgijkę i inne. Moja żona nie o wszystkim wie. Mimo wszystko czułem się samotny. Dojrzałem przed trzydziestką, zacząłem inaczej myśleć. Poznałem przepiękną kobietę, z którą jestem od 34 lat - kończy w wywiadzie dla "SE". 

Cóż, z pewnością jako młody sportowiec miał bardzo ciekawe życie i ma o czym opowiadać. Trudno się dziwić modzie na sportowe autobiografie, skoro zawartych jest w nich tyle ciekawych historii, a ludzie będący ich bohaterami posiadają nieprzebrane pokłady anegdot, czasem bardzo mocnych. Do takich postaci z pewnością należy Kozakiewicz. 

Roman Koń         babol.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz